Kliknij lubie to:))

środa, 31 sierpnia 2011

Kurdyjska kwestia.....


Jak pisaliśmy wcześniej będąc w Turcji należy unikać słowa "kurde", gdyż nie odłączanie kojarzyć się będzie Turkom ze słowem "Kurd", a Turcy Kurdów nienawidzą. Unikać również należy pytań typu: "za co...", "dlaczego?" itd. Kurdowie są tematem kontrowersyjnym. Może jednak warto wyjaśnić sobie dlaczego tak jest i odwiedzać Turcję rozumiejąc tą kwestię.  No, więc od początku..
Kurdowie to lud pochodzenia indoeuropejskiego zamieszkujący przede wszystkim krainę zwaną Kurdystanem podzieloną pomiędzy Turcję, Irak, Iran i Syrię. Odosobnione enklawy Kurdów żyją także w tureckiej Anatolii, wschodnim Iranie (tzw. enklawa chorezmijska), w korytarzu oddzielającym Armenię od okręgu Górnego Karabachu (tzw. Czerwony Kurdystan) oraz Afganistanie. Spora diaspora kurdyjska rozsiana jest po świecie, większe skupiska znajdują się w Niemczech, Francji, Szwecji i Izraelu. Błędnie uważani są za największy naród bez własnej państwowości. Są inne większe narody bez własnych państw, jak choćby Tamilowie w Indiach i na Sri Lance. Kurdowie są jednak największym tak aktywnie działającym na rzecz separacji narodem. Populację Kurdów na Bliskim Wschodzie ocenia się (według różnych źródeł) na około 27 mln. Rzeczywista liczba Kurdów jest jednak bardzo trudna do ustalenia ze względu na liczne przesiedlenia, migracje czy też politykę niektórych krajów wobec nich. Kurdowie stanowią znaczącą mniejszość narodową w Turcji- jest to ok. 15 mln, podczas gdy w Iranie żyje ich ok. 8 mln, a  Iraku ok. 5 mln.  W latach 20-tych XX wieku, w nacjonalistycznej Turcji Atatürka, Kurdów uznano za część niepodzielnego narodu tureckiego, nadając im miano "Turków górskich", zaś zamieszkiwany przez nich region nazywano "Turcją Wschodnią". Zakazano posługiwania się językiem kurdyjskim oraz obchodzenia tradycyjnego kurdyjskiego święta nowego roku (Newroz),  zabroniono posługiwania się językiem kurdyjskim, zmieniano imiona kurdyjskie na tureckie, zaś  za użycie słowa "Kurd" lub "kurdyjski" karano sądownie!!!. Odpowiedzią na takie traktowanie  były  powstania, które wybuchały w latach 1925, 1930 i 1936. Władze przesiedlały Kurdów w głąb Anatolii, aby oderwać ich od swych społeczności, a peszmergów (kurdyjskich partyzantów) od zaplecza.W latach 70-tych,  duże wpływy wśród tureckich Kurdów uzyskała maoistowska Partia Pracujących Kurdystanu z Abdullahem Öcalanem na czele, która dąży do powstania niepodległego Kurdystanu o ustroju komunistycznym.Partyzanci kurdyjscy rozpoczęli walkę z Turcją w 1984 roku, jednak ich akcje zbrojne w walce o utworzenie własnego państwa i własne szkolnictwo nic nie osiągnęły. W 1993r. Öcalan zaproponował rządowi negocjacje, ale propozycja została odrzucona pod naciskiem armii.W 1996 roku mająca silne wpływy w niemieckiej diasporze kurdyjskiej PKK została tam zdelegalizowana. W lutym 1999r. wywiad turecki po ofensywie dyplomatycznej schwytał Öcalana szukającego azylu w greckiej ambasadzie w Kenii. 29 czerwca po kontrowersyjnym procesie został on skazany przez sąd wojskowy na karę śmierci pod zarzutem spowodowania śmierci wszystkich 30 tys. ofiar wojny domowej między partyzantką PKK a armią turecką. 5 sierpnia 1999r. PKK na polecenie uwięzionego Öcalana ogłosiła wycofanie swych oddziałów z Turcji i zaprzestanie walki zbrojnej do końca roku. Po protestach międzynarodowych we wrześniu 2002r. wyrok Öcalana zamieniono na dożywocie. W styczniu 2003r. Trybunał Europejski w Strasburgu uznał wyrok za łamiący prawo (decyzja nie jest wiążąca dla władz Turcji). Wobec starań o członkostwo w Unii Europejskiej Turcja złagodziła nieco swoją politykę wobec Kurdów. Obecnie mogą oni między innymi używać swojego języka. Jednak wciąż w więzieniach pozostają tysiące więźniów politycznych, w tym byli deputowani do tureckiego parlamentu, którym odebrano mandaty i immunitety, a następnie skazano za działalność na rzecz legalizacji kurdyjskiej kultury i języka. Sami, więc widzicie, że kwestia kurdyjska jest bardzo delikatną sprawą, której lepiej nie poruszać podczas wakacji.



niedziela, 28 sierpnia 2011

Delfinarium....


Ta wycieczka polecana jest przede wszystkim dla osób podróżujących z małymi dziećmi, dla których będzie ona za pewne miłą i ciekawą przygodą. Delfinarium znajduje się w odległości 20 km od Alanyi, więc podróż będzie szybka i mało męcząca.  W basenie „Sealanya” zamieszkują dwa delfiny o imieniu Zeus i Babe oraz morskie wydry: Pasha, Mavi i Kiwi. W delfinarium możecie zarówno podziwiać pokazy morskich zwierząt (pokazy odbywają się codziennie i trwają ok. 60-70 minut, 40 minut pokaz delfinów, 25 minut pokaz fok), jak również popływać z delfinami ( uwaga!!! ta przyjemność kosztuje „zaledwie” 100euro od osoby, a jeżeli chcecie mięć delfina na wyłączność to zapłacicie skromne 220euro od osoby ). Pływanie odbywa się po  zakończeniu pokazów według wcześniej ustalonej kolejności. Wskazane jest wcześniejsza rezerwacja ponieważ liczba miejsc jest ograniczona. Osoba pływająca z delfinami musi być dobrym pływakiem, ponieważ używanie kół ratunkowych nie jest dozwolone. W delfinarium istnieje również możliwość zrobienia sobie zdjęcia z delfinami (oczywiście za dodatkową opłatą). Dzieci poniżej 1,20 cm wzrostu mogą pływać z delfinami tylko pod opieką osoby dorosłej. Park oferuje także szeroką gamę innych atrakcji m.in. :
- pływanie w lagunie rafy koralowej, która pełna jest rzadkich i kolorowych rybek tropikalnych,
- chodzenie wokół basenu, gdzie znajdują się płaszczki,
- korzystanie ze zjeżdżalni i basenów dla dzieci,
- unikalną możliwość wejścia w świat rekinów i odkrycia laguny tych drapieżnych ryb. Tutaj możecie podejść do nich naprawdę blisko i robić im zdjęcia, a za dodatkową opłatą możecie zapewnić sobie przypływ adrenaliny poprzez opuszczenie się w metalowej klatce do laguny wypełnionej rekinami.
Jeżeli będziecie chcieli przeżyć tam naprawdę coś wspaniałego, trzeba będzie niestety słono zapłacić, ale w końcu takie atrakcje muszą kosztować. W parku można spędzić niezapomniane popołudnie.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Zamek w Alanyi i Jaskinia Dim…




Wycieczka w oryginale nazywa się „Alanya boat + Jaskinia Dim”. Jest to miła jednodniowa wycieczka, pełna atrakcji. Wyjazd następuje w godzinach porannych i dużym plusem tej wycieczki jest to, że nie wymaga ona kilkugodzinnego przejazdu autokarem, gdyż Jaskinia Dim  oddalona jest zaledwie o 12 km na wschód od Alanyi. Dokładniej, zlokalizowana jest na zboczu Góry Cebel-i Reis (wysokość 1649 m. n.p.m.), należącej do pasma Gór Taurus. Wejście do jaskini położone jest na wysokości 232 m n.p.m. Warto wspomnieć, że jaskinia ta jest drugą co do wielkości w Turcji jaskinią otwartą dla zwiedzających. Ma ona najprawdopodobniej około miliona lat. Składa się z dwóch oddzielnych części, jedna ciągnie się 50 m, a druga 360 m w głąb. Okalana stalaktytami i stalagmitami grota na swym dnie posiada niewielkie jeziorko. Jaskinia odkryta została przez speleologów w 1986 roku, a dla turystów udostępniono ją w 1998 roku. Wnętrze jaskini charakteryzuje się stałą temperaturą w ciągu roku, wynoszącą 18-19°C, oraz wilgotnością około 90%, więc można tam odpocząć od upału. Po zwiedzeniu jaskini udacie się do centrum Alanyi, a dalej na górę, gdzie znajduje się  zamek- twierdza – Kale (tur. Alanya Kalesi).



Twierdza jest charakterystyczna, znajdziecie ją na większości pamiątek z Alanyi (ceramika, pocztówki, koszulki, kufle do piwa, klepsydry – wszystko z wizerunkiem zamku), a Czerwona Wieża jest nawet symbolem Alanii- znajduję się w herbie miasta.  Ta seldżucka twierdza zawdzięcza swoją dzisiejszą formę sułtanowi Alaeddinowi Keykubadowi, pod którego panowaniem, w XIII wieku, Alanya przeżywała okres największego rozkwitu. Zamek położony jest na wysokości około 250 m. n.p.m. na cyplu otoczonym z trzech stron wodą oraz odgrodzonym stromym zboczem od strony lądu. Stanowił niegdyś bardzo dobrze chronioną twierdzę, która była centrum militarnym i administracyjnym dla całego tutejszego  regionu. W obrębie twierdzy znajduje się wiele zabytków godnych uwagi m.in.: meczet, bizantyjska kaplica, stocznia i  wspomniana wcześniej Czerwona Wieża.  Uważajcie tutaj na „życzliwych” miejscowych, którzy będą chcieli przeprowadzić Was krótszą drogą na górę (nie dość, że się pokaleczycie od krzaków, to słono za to zapłacicie- także lepiej spokojnie i spacerkiem). 

Po zwiedzeniu twierdzy i podziwianiu pięknej panoramy udacie się do portu i przesiądziecie na statek. Kotwica w górę! i opływacie półwysep podziwiając symbol miasta z morza. Po drodze miniecie również grotę Piratów oraz grotę Kochanków. Płynąc dalej wzdłuż brzegu przewidziane są przerwy w różnych miejscach przeznaczonych na kąpiel i fotografowanie. W cenie wycieczki lunch, powrót do  hoteli ok. godziny 18:30.

środa, 24 sierpnia 2011

Dla podniesienia adrenaliny...

Jak na każdej wycieczce zagranicznej będziecie mieli okazję, by poszaleć trochę i podnieść poziom adrenaliny we krwi. Dla rządnych mocnych wrażeń Turcja proponuje:


Jeep safari
Wycieczka jeepami w przepiękne góry Taurus. Po drodze macie zapewnione zwiedzanie typowych górskich wiosek oraz możliwość postojów na żądanie w celu fotografowania przepięknych, dziewiczych krajobrazów. Dodatkową atrakcją jest zapoznanie się z rdzennymi mieszkańcami gór, ich życiem i kulturą. Przewidziana jest również wizyta w meczecie. Podczas wycieczki macie zapewniony lunch w cenie. Powrót do hotelu ok. 18.00.


Nurkowanie
Możliwość odkrywania przepięknego świata podwodnego, bez obaw, gdyż nie ma tu rekinów czy barakud, najwyżej możecie zobaczyć przyjaznego delfinaJ. To bezpieczna wyprawa zarówno dla doświadczonych nurków, jak i dla amatorów. Obiad w trakcie wycieczki wliczony w cenę.


Rafting
To atrakcja na prawdę dla lubiących „ostrą jazdę”.  Wyjazd z hotelu rano, przejazd autobusem do pięknego parku narodowego, gdzie na rzece Köprülü Çay odbędzie się 13 kilometrowy spływ pełen niesamowitych wrażeń. Rafting daje możliwość dobrej zabawy w otoczeniu wspaniałej scenerii. Podczas tej wycieczki poziom adrenaliny wzrasta o 100%. Przed imprezą wręczone zostają kamizelki ratunkowe i kaski oraz odbędzie się krótkie szkolenie prowadzone przez profesjonalnego instruktora raftingu. Podczas spływu przewidziane są 3 przerwy: przy historycznym moście  z II w. p.n.e., podczas drugiej otrzymacie obiad, a w czasie ostatniej można spróbować tzw. body raftingu, czyli rzucanie się w piance do rwącej rzeki i płynięcie z prądem/. Świetna zabawa  w zmaganiu się z żywiołem.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Efez...


Ta jednodniowa wycieczka fakultatywna polecana jest dla osób lubiących historię, to połączenie zwiedzania z pielgrzymką. Efez z pierwszej kolejności kojarzy się nam przecież z Matką Boską, ale Efez to także jedno z najpiękniejszych antycznych miast w Turcji, które według legendy zostało założone przez Androklosa, syna króla Aten. To wielkie starożytne imperium na kontynencie Azji Mniejszej, jedno z dwunastu miast jońskich i  najważniejsze w regionie przed pojawieniem się Konstantynopola, tętniło kiedyś życiem, głownie ze względu na korzystne położenie geograficzne (u ujścia rzeki Kaystros do Morza Egejskiego). Efez przez wieki doskonale się rozwijał, dzięki czemu powstało tam wiele wspaniałych budowli, których pozostałości możemy podziwiać do dziś. Jest jednym z tych nielicznych miejsc na świecie, gdzie przy niewielkim wysiłku można sobie wyobrazić, jak wyglądało życie w czasach rzymskich. Wszystkie ze znajdujących się tu zabytków wywołują ogromne wrażenie m.in. Agora z niezliczonymi kolumnami, świątynia Hadriana czy też wiodąca do portu Droga Arkadyjska. Miasto zostało zajęte przez Turków Seldżuckich w 1090r., a następnie w 1426r. przez Turków osmańskich, w XV wieku miasto zostało całkowicie opuszczone, przez co jest jedną z perełek historii na ziemiach tureckich.  W programie wycieczki jest również wizyta w Panaya Kapulu – kaplicy stojącej na fundamentach domu, w którym swoje ostatnie lata życia spędziła Matka Boska. Tym pełnym uroku miejscem opiekują się ojcowie lazaryści, którzy od lat pielęgnują tradycje chrześcijańskie wśród miejscowej ludności. Od 1950 roku Panaya Kapulu stanowi popularny cel pielgrzymek, gdzie przybywający wierni z całego świata wyznają kult Maryi. W programie jest także lunch oraz zwiedzanie fabryk skór oraz złota, gdzie będzie można dokonać zakupów, o których możecie przeczytać w dziale "PRZYKŁADOWE CENY?" oraz poście "Zakupy i targowanie" w dziale CIEKAWOSTKI".


czwartek, 18 sierpnia 2011

Kapadocja...




Kapadocja jest jednym z cudów przyrodniczych i jednym z najbardziej niezwykłych rejonów w Turcji, obszar jest za pewne bardziej znany od Pamukkale. To unikalne w skali światowej miejsce znajduje się w centralnym regionie Anatolii, w rejonie miast Aksaray, Nevşehir, Niğde, Kayseri i Kirşehir. W całej krainie rozciąga się cudowny krajobraz pochodzenia wulkanicznego. Znajdują się tu słynne wulkany Hasan oraz najwyższy, zawsze ośnieżony Erciyes. To działalność wulkaniczna wraz z erozyjnymi siłami przyrody (deszcz, śnieg, wiatr) utworzyły te księżycowe formacje z tufu. Formacje, które mogą przywoływać na myśl różne skojarzeniaJ . Oprócz tego w Kapadocji możemy podziwiać działalność człowieka, który zaczął w tej miękkiej skale tufowej drążyć domy, pradawne schrony, całe rozbudowane miasta oraz podziemne chrześcijańskie kościoły. Chrześcijanie byli w tych rejonach prześladowani, przez co powstało na tym obszarze kilkadziesiąt podziemnych miast, w których ukrywali się oni przed prześladowcami. W podziemnych miastach potrafili spędzać nawet cały rok bez ich opuszczania. W największym z nich przebywało równocześnie nawet 6000 osób!!!. Krajobrazy są tu przepiękne, więc kilkaset zrobionych zdjęć  macie murowanych… Weźcie ze sobą coś cieplejszego, bo może być tu znacznie chłodniej niż na Riwierze, szczególnie wieczorem. Ze względu na większą odległość niż Pamukkale (ok. 600km), wycieczka jest proponowana tylko w formie 2 dniowej. Dlatego też wybiorą się na nią zapewne osoby, które w Turcji będą odpoczywać 2 tygodnie. Jak wygląda wycieczka?


Dzień pierwszy: Wyjazd z hoteli w kierunku Konyi, po drodze postój na śniadanie w Seydisehir, kolejny postój w Konyi. Po dojechaniu do Kapadocji rozpoczęcie zwiedzania od podziemnego miasta Saratli (wstęp w cenie). Następnie przerwa na obiad w kapadockiej knajpce z lokalnymi smakołykami, a po południu zwiedzanie zamku Uçhisar (wejście na szczyt; wstęp w cenie) oraz objazd po rozmaitych punktach widokowych w Kapadocji, m.in. Paşabağ, Dolina Miłości, podziwianie panoramy Göreme. Pod wieczór kwaterunek w hotelu, kolacja,  a dla chętnych, którzy chcę poczuć trochę adrenaliny organizowany jest wyjazd na „Noc kapadocką” (20€) , lub nad ranem lot balonem (za skromne 130€).:) Dla tych, którzy pozostaną w hotelu również przewidziano atrakcje,  a mianowicie „Noc turecką” – tylko w Kapadocji jest ona tak wyjątkowa – zawodowi tancerze, przepiękna muzyka i wyjątkowa atmosfera z pewnością urzekną ciekawych lokalnej kultury gości. Odbędzie się również pokaz wirujących derwiszy...

Dzień drugi: Po śniadaniu w hotelu następuje  zwiedzanie kolejnych punktów obserwacyjnych np. Doliny Dervent czyli słynnego "wielbłąda", następnie odwiedziny w muzeum Goreme znajdujące się na liście UNESCO - z doskonale zachowanymi kościółkami chrześcijańskimi, a także wizyta w lokalnym warsztacie  rzemieślników (pracownia skór, ceramiki, onyksu lub winiarnia). W drodze powrotnej, można liczyć na zwiedzanie jednego z największych karawanserajów (miejsc postoju karawan) - Sultanhan (wstęp w cenie). W Konyi postój na obiad i powrót do hoteli w porze kolacji...no i spać:)

wtorek, 16 sierpnia 2011

Słów cięcie gięcie...

Wybierając się do Turcji na wakacje warto by poznać kilka zwrotów w ojczystym języku naszych Gospodarzy, niektóre znaki mogą być zagadkowe, więc gdyby wymowa jakiegoś wyrazu sprawiła  Wam problem, polecamy wejście w google w zakładkę "tłumacz",  gdzie możecie wpisać dany wyraz i nacisnąć "posłuchaj". Na pewno nie zabraknie okazji, by wykazać się ich znajomością, a i Turkom będzie zapewne bardzo miło słyszeć mieszankę polsko-turecką,  no to miłej nauki:)

Cześć- merhaba
Dzień dobry – günaydın
Dowidzenia- güle güle
Dziękuję- teşekkür
Basen- havuz
Leżak- şezlong
Plaża- plaj
Woda- su
Prezent- hediye
Złoto- altın
Skóra- cilt
Wakacje- tatil
Super- süperJ
Targ-Pazar
Samochód- araba
Autobus- otobüs
STOP- DUR

Jeden- bir
Dwa-iki
Trzy – üç
Cztery- dört
Pięć- beş
Sześć- altı
Siedem- yedi
Osiem-sekiz
Dziewięć- dokuz
Dziesięć- on

Poniedziałek- Pazartesi
Wtorek- Salı
Środa- Çarşamba
Czwartek- Perşembe
Piątek- Cuma
Sobota- Cumartesi
Niedziela- Pazar

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

"Hammam"- turecki piling...


Łaźnia turecka to miejsce, z którego Turcja słynie na całym świecie. Praktycznie każdy turecki hotel posiada własną łaźnię (przeważnie gratis do dyspozycji gości z opcją "all inclusive").  Dodatkowo płatny jest natomiast  "hammam", czyli zabieg dokładnie oczyszczający naszą skórę i przygotowujący nas do opalania, zabieg polecany wszystkim przybyłym o Turcji, którzy w Polsce nie zdążyli nabrać jeszcze brązu. Po takim zabiegu, wakacyjna opalenizna będzie nie tylko równomierna, ale utrzyma się na ciele aż do października. Jak wygląda "hammam"? Najpierw wchodzimy do standardowej sauny, w której nasz naskórek, pod wpływem olejków eterycznych, nabiera odpowiedniej miękkości (oczywiście Panie w strojach kąpielowych, Panowie w spodenkach). Następnie, po szybkim i zimnym prysznicu przechodzi się do łaźni właściwej, w której wykonuje się "hammam." W środku panuje wysoka temperatura i bardzo wysoka wilgotność, wnętrze łaźni, wykonane jest z marmuru, a po środku znajduje się duży, marmurowy stół- oczywiście podgrzewany, na którym nasze ciało nabierze odpowiedniej temperatury. Następnie pracownicy łaźni, przeważnie mężczyźni zwani "Tellak", zaczną ścierać z nas złuszczony naskórek specjalnymi ostrymi rękawicami. Po ściągnięciu martwego naskórka czeka nas relaksujący masaż w pianie z mydła, który ma na celu kolejne oczyszczenie. Na koniec otrzymujecie dwa ręczniki, jeden na głowę, drugi na pas i relaksujecie się po dość intensywnym zabiegu. Po ochłonięciu czujecie się jak nowo narodzeni i możecie wyjść na słońce. Jednak jeżeli skorzystaliście już z tureckiego słońca, nie korzystajcie z "hammam-u", gdyż może to być bardzo bolesne i nie osiągnie zakładanego efektu. "Hammam" to dla Turków miejsce spotkań, integracji pokoleń, przychodzą tu całymi rodzinami, a do niedawna ucztowali nawet w tych miejscach i bawili się przy muzyce. Łaźnia jest również miejscem, w którym starsi mężczyźni poszukują odpowiedniej kandydatki na żonę syna lub wnuka:)

niedziela, 14 sierpnia 2011

Podróż łodzią, zakupy i miasto Side...

Wycieczka w oryginale nazywa się Manavgat Boat Trip & Shop & Side. Nie należy do drogich wycieczek fakultatywnych, niektórzy tour operatorzy dodają ją nawet gratis do wycieczki np. za szybką rezerwację. Wycieczka trwa ok. 8 godzin i jest dość intensywna. Najpierw udajecie się na zakupy do dwóch fabryk: złota oraz skór, obie w mieście Side. Jeżeli jesteście nastawieni na zakupy owych wyrobów, kupujcie je tylko i wyłącznie tu. Macie pewność, że jest to produkt oryginalny, dostajecie certyfikat i gwarancję. Dodatkowym atutem może być fakt, że możecie zapłacić kartą, albo...w ogóle nie płacić. Można się zapisać i po powrocie do kraju przelać wynegocjowaną kwotę, a następnie zostanie do Was wysłany towar, tak jak na allegro. Mało tego, po dwóch latach, kiedy kurtka lub kolczyki się Wam znudzą, możecie wrócić do Turcji, do fabryki i zwrócić towar, a w zamian wybrać coś innego w tej samej cenie (100% wartości), z drugiej jednak strony czy ktoś pojedzie specjalnie do Turcji, żeby wymienić sobie pierścionek czy kurtkę?:)) Będziecie oczywiście kuszeni dobrą ceną, jakością itd., jednak tak jak pisaliśmy w poście "Zakupy i targowanie" w dziale "CIEKAWOSTKI", ceny wyrobów ze złota i skóry często rozpoczynają się na poziomie 1000euro...więc w Polsce można za takie pieniądze kupić coś również pięknego w w dobrej jakości. W fabrykach, w zależności od zainteresowania, będziecie mieli po ok. godzinie czasu na zakupy. Fabryki nie należą do super atrakcji, szczególnie dla męskiej części turystów, jednak kolejne punkty wycieczki warto przeżyć. Side jest małym miastem (żyje tu ok. 18 tys. mieszkańców) jest jednak pełne atrakcji, przede wszystkim ze względu na piękne i świetnie zachowane ruiny starożytnego greckiego miasta, na których powstało współczesne Side. Najpierw jednak pojedziecie nad romantyczną turecką "Niagarę", czyli wodospad na rzece Manavagat, który jest oczywiście  mniejszy od Niagary, ma jednak 2,5m wysokości. Uwaga, ceny tutaj potrafią porazić... więc ostrożnie :)
Na fotki będzie mieli tu ok. 40 minut.



Następnym punktem programu  jest przejażdżka łodzią po rzece Manavagat. Podczas rejsu po tej rzece o zielonym zabarwieniu wody, można zauważyć m.in. odpoczywające na gałęziach żółwie oraz wioski rybackie, śmiesznie wyglądające kanapy salonowe z wędkującymi Turkami. Podróż Was zrelaksuje,
 tym bardziej, że na łodzi jest zadaszenie i przyjemnie wieje wiatr. Barka cumuje u ujścia rzeki do morza, gdzie jest kolejna przerwa na kąpiel w morzu.


Po przerwie na łodzi zjecie lunch (do wyboru filet lub ryba z grilla), a po obiedzie pokaz tańca brzucha i powrót rzeką do portu. Ostatnim punktem wycieczki, i według nas najbardziej ciekawym, są ruiny Side.
Miasto to raj dla interesujących się historią. Kiedyś znajdował się tu strategiczny port, w którym oprócz wymiany handlowej, dokonywano sprzedaży niewolników, częstymi gośćmi byli tu również piraci. Widać tu bez wątpienia greckie wpływy, znajdziecie tu m.in. piękny amfiteatr (który pomieścił 15tys. widzów- warto przypomnieć, ze w obecnym Side mieszka ok. 18 tys. osób), agorę, świątynie Apolla oraz ruiny bazyliki i biblioteki z czasów bizantyjskich. Wystarczy spojrzeć na te cuda...



sobota, 13 sierpnia 2011

Warto tu wejść przed podróżą...

Polsko- tureckie biuro podróży w Alanyi:

Kolejne polsko-tureckie biuro podróży Jolcia & Adam's

Ambasada Polski w Ankarze:

Konsulat Generalny Rzeczypospolitej w Stmabule:

Ostrzeżenia MSZ dla podróżujących- warto zapoznać się, czy nie ma czegoś o Turcji:

Konwerter przeliczający euro na liry tureckie:
http://coinmill.com/EUR_TRY.html

Hotel Vital Beach w którym byliśmy i gorąco Wam polecamy, dostępny we wszystkich biurach podróży:
http://vitalbeachhotel.net/

Oceniacz.pl to super serwis, w którym możecie znaleźć opinie o wszystkich hotelach (nie tylko tureckich), więc zanim podejmiecie decyzję  gdzie się wybrać poczytajcie opinie innych:
http://www.oceniacz.pl/

Największy serwis zawierający wszystkie oferty biur podróży:
http://www.travelplanet.pl/

Nasz drugi blog o Egipcie:
www.egiptpopolsku.blogspot.com



piątek, 12 sierpnia 2011

Pamukkale- Bawełniany zamek...




Rozpoczynając dział poświęcony wycieczkom fakultatywnym, na pierwszym miejscu bez zastanowienia, należy opisać Pamukkale (bawełniany zamek, bawełniana twierdza). Jeżeli będziecie chcieli skorzystać tylko z jednej wycieczki fakultatywnej, wybierzcie właśnie tą, gdyż być w Turcji i nie zobaczyć Pamukkale, to tak jakby być w Rzymie i nie wstąpić do Watykanu. Co jest tu tak wyjątkowego? Pamukkale to nazwa miejscowości oddalonej ok. 450km od Alanyi, miejscowość ta znana jest od wieków, nie tylko w Turcji, głównie ze względu na wapienne osady powstałe na zboczu góry Cökelez. Z istniejących tu gorących źródeł stale wypływa woda bogata w wapno oraz żelazo, która ochładzając się na powierzchni tworzy malownicze nacieki.  Zawartość wapnia w spływającej wodzie jest tak wysoka, że może pokryć osadem
grubości 1 mm powierzchnię około 4,9 km2 rocznie. Całość z daleka wygląda jak wielka góra pokryta śniegiem, z bliska powierzchnia do złudzenia przypomina muszlę.  Oczywiście po całej górze chodzi się bez obuwia, chociażby dla wygody, gdyż spływająca woda choć troszkę chłodzi, a cienia tu raczej nie znajdziecie,a ze względu na powierzchnie macie masaż i piling w jednym. 

Po za tym są miejsca gdzie butów nosić nawet nie wolno, a egzekwują to strażnicy, gdyż obiekt został wpisany w  1988r. na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Władze tureckie stworzyły tu również Park Narodowy, ponieważ  wcześniej pobudowane w górnej części hotele  przyczyniły się do stopniowego wysychania źródeł wody termalnej i postępującej degradacji środowiska. Dlatego też w 1997r. została zamknięta trasa prowadząca przez naturalne tarasy. Dla turystów udostępniona została natomiast  część południowa, wzdłuż wybudowanego przez ludzi wąskiego kanału, którym płynie woda termalna napełniając utworzone w podnóża góry sztucznie baseny. Kanał ten towarzyszyć Wam będzie podczas całej wędrówki . Oczywiście podczas spaceru będziecie mijać również naturalne baseny, a raczej tarasy, w których woda sięga maksymalnie do kolan, ale zawsze można się schłodzić w tak wyjątkowym miejsc.  Uciążliwy może być fakt, że przebieralnie są na samej górze, więc najpierw musicie przejść całą trasę, aby się przebrać, a następnie wrócić na tarasy, by zażyć kąpieli. Może jest to również chwyt marketingowy, gdyż na samej górze znajduje się „Basem Kleopatry” w przepięknych i świetnie zachowanych ruinach rzymskiego uzdrowiskowego miasta Hieropolis.  Otóż legenda głosi, iż  Kleopatra otrzymała swój basen na Pamukkalach od cesarza rzymskiego i to właśnie kąpielom w owym basenie miała zawdzięczać swoją  wiecznie piękną urodę (a nie kąpielom w mleku jak twierdzą Egipcjanie). Oczywiście kąpiel w tym basenie jest dodatkowo płatna (12euro od osoby)- woda ta sama co w tarasach tylko w basenie zatopione kawałki kolumn. Zdjęcie na jego tle możecie sobie zrobić bez wchodzenia i płacenia, więc raczej nie ma sensu zapisywać się na to. Gorąco polecamy zwiedzenie ruin, to wielkie miasto, więc na pewno nie zdążycie wszystkiego zobaczyć, ale dla miłośników historii to istny raj, co widać na zdjęciach.  


Po drodze na Pamukkale można liczyć na parę przystanków powiązanych z możliwością zakupów (m.in. w fabryce orzeszków, tekstyliów, wyrobów z onyksu czy też winiarni). Ze względu na sporą odległość trzeba się liczyć z wyjazdem we wczesnych godzinach (4-5 rano).  Na miejsce dojeżdża się ok. godz. 13-stej, powrót do Alanyi około północy. Wycieczkę można zakupić również w formie dwu dniowej, wtedy macie jeden dzień na Hieropolis, a drugi na wapienne tarasy.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Słowa, gesty i zwyczaje...

Mimo dzielących nas wielu wzgórz i wielu jezior, w naszych językach istnieją takie same słowa, lecz uwaga, nie raz znaczą one zupełnie coś innego, tak więc:
- Baśka- to....inny
- Kaloryfer to nasz kaloryfer
- Bok- dosłownie "gówno"
- Diana- ciele
- Jarek- określenie męskiego narządu płciowego (i proszę tu bez skojarzeń politycznych:), zalecamy by żona nie krzyczała do męża przez całą ulicę "Jarek!! Jarek!!!", bo może mieć duże nieprzyjemności, gdy Turcy usłyszą jak żona mówi na męża, (wyobraźmy sobie taką syuację w Polsce, kiedy żona by krzyczała do męża....)
- Nie zalecamy używania przekleństwa "kurde", gdyż najbardziej znienawidzonym narodem przez Turków są Kurdowie, gdy użyjecie tego określenie Turcy mogą to opatrzne zrozumieć np. że porównujecie ich do Kurdów. 

Co do gestów:
-Nie wytykajcie języka, szczególnie tyczy się to Pań, gdyż jest to gest zachęcający Pana do spędzenia wspólnej dłuższej chwili...
- Najgorszym gestem dla Turka, najbardziej obraźliwym, jest nasza "figa z makiem", kiedy pokażecie to Turkowi, uciekajcie, gest ten jest o wiele gorszy od popularnego "fuck you"
- Mężczyznom nie zalecamy natomiast pokazywaniu gestu znanego jako "ok", szczególnie innemu mężczyźnie, gdyż w tureckiej kulturze oznacza on, że owy mężczyzna ma na drugiego ochotę, więc uwaga na taki gest podczas robienia fotek z Turkami, nawet jak coś będzie super, wstrzymajcie się od gestów:) 

Zwyczaje...:
- Niech Was nie zdziwi, że mężczyźni w Turcji idą z przodu. Dlaczego??? gdyż uważa się, że to mężczyzna powinien iść pierwszy, torować drogę, wypatrywać niebezpieczeństwa, więc w zwyczaju to kobieta puszcza mężczyznę przodem. Widząc, nas szarmanckich europejczyków, przepuszczających kobiety, Turcy nie znający naszego zwyczaju, mają nas za tchórzy:)
- Pijcie i jedzcie na siedząco. Turcy nigdy nie spożywają niczego na stojąco, gdyż Prorok  Mahomet jadł i pił zawsze siedząc. Turcy mają więc to we krwi i widząc, że ktoś je lub pije na stojąco, denerwują się.
- Podczas spożywania tureckich specjałów, zawsze coś wejdzie nam w ząb. Oczywiście do usunięcia kawałka służy wykałaczka, jednak wyjmować "resztkę" należy bardzo ostrożnie. Czynność ta jest uznawana wręcz za intymną, więc np. chwalenie się co nam weszło w ząb lub oglądanie sobie tego co wyciągnęliśmy uznawane jest tu za duży nietakt.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Co ile kosztuje???

Jest to chyba podstawowe pytanie każdego wybierającego się do Turcji turysty, co ile kosztuje...no więc, poniżej przedstawiamy ceny wybranych produktów zaznaczając, że są to ceny z lipca 2011r, w większości podane w lirach tureckich, uwzględniając targowanie (w lewej części bloga wyświetla się bieżący kurs tureckiej waluty). Przy okazji zachęcamy do przeczytania postów pt. "Zakupy i targowanie" oraz "Lira turecka" w dziale "CIEKAWOSTKI".
- Woda 0,5l- 50 kuruszy
- Woda 1,5l- 1,5 lira
- Puszka coli- 2-3 liry
- Tureckie słodycze- 15 lirów/kg
- Tureckie lody- 0,75 kuruszy za gałkę na mieście ( uwaga! W Side lub przy wodospadzie na rzece Manavagat 5 lirów za gałkę)
- Kawa turecka mielona 100g- 3,5 lira
- Talerz pamiątkowy ze stojakiem (ręcznie zdobiony)- 15 lirów
- Miseczka (ręcznie robiona) w tureckie wzory- 10 lirów
- Łyżeczka ozdobna z flagą Turcji- 5 lirów
- Lusterko damskie ze wzorkami tureckimi- 10 lirów
- Naszyjnik z kamieniami- 7- 10 lirów
- Breloczek z okiem proroka lub tureckimi barwami- 1,5 lira
- Magnes na lodówkę- 1,5 lira
- Fajka wodna- w zależności od wielkości i zdobień, od 30 do 130 lirów
- Dzwonek metalowy z napisem Turcja lub Alanya- 5 lirów
- Materac do pływania- 10lirów mały, 20 lirów duży
- Opaska damska na głowę 1,5 lira
- Letnia sukienka damska ok. 30-50 lirów
- Turecka biżuteria- przeważnie targowanie zaczyna się od 800-1000euro 
- Zegar z budzikiem w tureckie wzory- 20 lirów
- Turecka flaga- mała 1lira, średnia 3 liry
- Wielbłąd na parapet- 5 lirów
- Żółw (podobno pozłacany:) wysadzany kamieniami (schowek do pierścionków)- 17 lirów
- Turecka czapeczka z logo Turcji- 5 lirów
- Pocztówki 10szt.- 2 liry
- Sporty wodne na plaży - banan i skuter 20 euro, lot na spadochronie za motorówką- 45 euro od osoby.
- Benzyna - ok. 4,5 lira za litr!- pocieszające jest, że nie mamy najdroższego paliwa na świecie:)

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Lista rzeczy koniecznych do zabrania...


Dziś poradzimy Wam co koniecznie zabrać ze sobą do Turcji, no więc:
- Przede wszystkim paszport (którego ważność wynosi jeszcze minimum 6 miesięcy),
- 15 euro lub 20$ od osoby na wizę turystyczną- do zakupu na lotnisku, wiza jest ważna 90 dni  i jest to wiza wielokrotnego użytku (więc jeżeli w ciągu 90dni wrócicie do Turcji nie będziecie musieli kupować kolejnej)
- Krem do opalania (z filtrem 30 lub minimum 20), jeżeli nie chcecie skończyć w pokoju w porażeniem lub wyglądać jak rak, nie smarujcie się 6-tką, czy 10-tką, odradzamy też stanowczo przyspieszacze do opalania. Traktujcie tureckie słońce jak solarium, jest strasznie mocne i bardzo intensywnie opala.
-Okulary przeciwsłoneczne- jak wszędzie na wakacje:)
-Koniecznie nakrycie głowy- na plaży może się mniej przyda,ale na wycieczkach fakultatywnych nie dacie rady bez czapki lub chustki.
-Buty do kąpania- brzegi większości plaż w Turcji składają się z kamieni lub głazów, więc obuwie gumowe jest konieczne do ochrony przed skaleczeniem, które wyeliminuje nas z możliwości kąpania się w ciepłym morzu. Przy okazji chroni przed poparzeniem od gorącego żwiru na plaży.
-Okulary lub maska do nurkowania- woda jest strasznie słona, więc jak ktoś ma delikatne oczy lepiej założyć okulary, które przy okazji umożliwią poobserwowanie podwodnego świata.
-Wygodne sandały i klapki- inne buty to tylko nadbagaż, nie wytrzymacie tu w skarpetkach i półbutach.
- Materac plażowy, przyda się nie tylko do pływania na falach, ale można również poleżeć na nim na plaży i tym samym nie płacić za leżaki (w przypadku gdy nie macie ich w cenie, bądź udacie się na inną plażę) 
- Same przewiewne koszulki, krótkie spodenki, spódniczki,- nawet wieczorem jest strasznie gorąco i duszno, więc stroje wieczorowe zostawiamy w domu:)
-Leki: lek na biegunkę- w razie czego:), coś na przeziębienie, lek przeciwbólowy, woda utleniona, plaster,  to chyba podstawa każdej wyprawy,  więc dobrze jest mieć je w zapasie.
-Pieniądze- więcej o nich przeczytacie w dziale: CIEKAWOSTKI- pt. "Lira turecka" (ale na dwie osoby, na tydzień pobytu, przy jednej wycieczce fakultatywnej i nastawieniu się na zakup samych pamiątek 300euro w zupełności wystarczy).
- Nie zapomnijcie o aparacie i czystej karcie pamięci:))  

sobota, 6 sierpnia 2011

Tulipany z Turcji???...


 Z czym kojarzy Wam się tulipan??? Zapewne w pierwszej kolejności z Dniem Kobiet:), a następnie z ich stolicą, czyli Holandią. Współczesną stolicą tulipana jest oczywiście Holandia, jednak jego zapomnianą ojczyzną jest...Turcja. Legend o odkryciu tego wyjątkowego kwiata jest wiele. Według jednego z perskich mitów, mężczyznę o imieniu Ferhard porzuciła ukochana kobieta- Sharin. Z powodu nieodwzajemnionej miłości chłopak gorzko płakał, a każda łza, którą wylał nieszczęśliwy kochanek zamieniała się natychmiast w tulipana – Króla Cebulek. Jak zatem tulipany trafiły do Europy? Otóż w XVI wieku  austriacki ambasador przywiózł otrzymane od tureckiego Sułtana cebulki tulipanów, a ich uprawą zajął się holenderski botanik Karol Clusis  i to on uznany został europejskim ojcem tulipanów. Szczególny okres tulipanów w Turcji przypadł na wiek XVIII, kiedy Turcją rządził sułtan Ahmed III, ukochał on tulipany do tego stopnia, że były główną ozdobą wszystkich jego ogrodów, a jego rządy zostały nawet określone jako "Wiek Tulipanów", który Turkom kojarzy się z erą radości i spokoju. Następcy Ahmeda III kontynuowali kult tulipana, organizując nawet coroczne święto na cześć tego kwiata. Sama nazwa pochodzi od tureckiego słowa "tulbent" co oznacza turban. Pisownia słowa tulipan po arabsku przypomina słowo Allah, dlatego  też Turcy wierzą, że kwiat ten ma boską siłę. Zapewne z tego powodu również, motyw tulipana możemy odnaleźć m.in. w tureckiej ceramice,  w meczetach, czy imionach dzieci. Na co dzień, tulipan towarzyszy każdemu Turkowi w formie tradycyjnej filiżanki do tureckiej herbaty (çay czyt. czaj), której dziennie potrafią wypić aż 30-40 filiżanek. Kwiat jest uważany wręcz za symbol narodowy, co świetnie możecie zaobserwować w oficjalnym logo Turcji, prezentowanym na targach turystycznych oraz wszystkich tureckich pamiątkach i opakowaniach ze słodyczami,  gdzie nad napisem "Türkiye" widnieje piękny czerwony tulipan.

piątek, 5 sierpnia 2011

Zakupy i targowanie...


Targowanie jest jednym z najważniejszych elementów wszystkich zakupów w Turcji. Nie jest to nasz przywilej, jako kupujących, lecz wręcz obowiązek. Targowanie  jest głęboko zakorzenione w tureckiej kulturze, gdyż od setek lat Turcja była dla podróżnych krajem egzotycznym, pachnącym świeżymi, dotąd nieznanymi przyprawami, potrawami, ceramiką, biżuterią, skórami, wyrobami z pianki morskiej oraz onyksu, które chętnie kupowali zabierając do swoich krajów, oczywiście ostro się przy tym targując. Tak jak setki lat temu, w miastach powszechnie występują  bazary, teraz często jest to rząd klimatyzowanych pawilonów, na których można kupić dosłownie wszytko, ważne jest tylko za ile. Jak wieki temu również, tureccy kupcy siedzą przed swoimi sklepami  zapraszając turystów do stolika na tradycyjną herbatę (çay czyt. czaj), a gdy już usiądziecie opowiedzą Wam o swojej rodzinie, dzieciach, zapytają skąd jesteście, powiedzą coś po polsku (przeważnie, że jest to najpiękniejszy kraj na świecie), aż w końcu zaczną delikatnie podsuwać Wam  swoje towary do zakupu. Musicie się przygotować, że zakupy w Turcji wyglądają zupełnie inaczej niż w Polsce. Nie jest to raj dla tych, którzy uwielbiają sobie "pooglądać", tutaj takie pojęcie nie istnieje. Gdy ominie Was rytuał z herbatą, to po wejściu do sklepu, od razu podejdzie do Was Turek, który będzie pytał czego szukacie, jak powiecie, że tylko oglądacie, odpowie Wam,że nie ma co oglądać, trzeba kupować i że na wszystko ma "Dobra cena". Przede wszystkim na żadnym towarze nie ma wypisanej ceny, każda cena jest indywidualnie ustalana. Pamiętajcie by trzymać się podstawowej zasady- absolutnie nie bierzcie do ręki czegoś, czego nie zamierzacie kupić. Jeżeli coś złapiecie, oznacza to,że praktycznie towar jest Wasz, a teraz tylko pozostaje ustalić cenę i tu zaczyna się targowanie. Oczywiście jeżeli się zapomnicie i coś złapiecie do ręki, możecie zaproponować niską cenę i się przy niej upierać,  a jak kupiec nie przystanie na propozycję, powoli przejść do innego działu, a najlepiej sklepu. Jeżeli  znajdziecie już coś dla siebie, to zaczyna się zabawa. Pytanie ile?....no i targujemy się. Jak? Oto kilka cennych porad:
-Trzeba podchodzić do nich trochę psychologicznie, przede wszystkim nie pokazujcie, aż tak nadmiernie, że czegoś pragniecie, raczej traktujcie negocjowany przedmiot jako błahostkę. 
-Po drugie negocjacje zacznijcie od 50% ceny proponowanej przez kupca. 
- Warto odchodzić na chwilkę i oglądać inne przedmioty- pokazać, że za taką cenę coraz mniej chcecie nabyć dany towar.
-Magnesem dla nich jest widok pieniędzy, więc jak wyciągniecie banknot i go pokażecie, mówiąc, że ma go brać,a wy bierzecie swój towar, istnieje duże prawdopodobieństwo sukcesu.
-Gdy Turek poda Wam rękę, negocjacje są już zaawansowane, nawet bardzo.
-Gdy nie osiągacie wymarzonej ceny, zaproponujcie, jeżeli wcześniej nie zrobi tego kupiec, że dacie mu wymaganą przez niego kwotę,ale musi coś dorzucić. Bardzo często tureccy kupcy wolą, dorzucić "gift" do zakupów i zachęcić do zapłaty wymaganej kwoty.
-Absolutnie nie wolno rozmyślić się podczas targowania, jeżeli zaproponujecie określoną cenę, a kupiec się na nią zgodzi, nie możecie już podać niższej kwoty lub zrezygnować, gdyż może to się skończyć wyjściem ze sklepu w podskokach, dlatego radzimy przemyśleć oferty. 
Stosując w praktyce te zasady wynegocjowaliśmy m.in: dużą fajkę wodną (cena wywoławcza 160 lirów- po pół godzinnych negocjacjach zapłaciliśmy 85 lirów i gratis dostaliśmy wielbłąda), naszyjnik z kamienia (wywoławcza  22 liry, zapłacona- 10 lirów), dzwonek z napisem Alanya (wywoławcza 10lirów- zapłacona 5lirów),  miseczka z ceramiki ręcznie robiona (15 lirów wywoławcza- 10 lirów zapłacona). Kupiliśmy w Turcji wiele rzeczy, wszystkie były utargowane, nie liczyliśmy ile w sumie zaoszczędziliśmy, ale sporo. Targowanie wciąga i osiąga wymagany efekt- czyli wychodząc ze sklepu czujesz się spełniony, że masz co chciałeś i jeszcze 50% w kieszeni. Co się opłaca kupić w Turcji? Na pewno nie złoto i skóry, co by się pewnie wydawało. Jeżeli już koniecznie chcecie kupić coś ze słota, lub kurtkę, to zróbcie to w fabryce- możecie jechać na wycieczkę fakultatywną, która obejmuje obydwie fabryki. Jest to ważne, gdyż
złoto kupione na targu może się okazać bezwartościową blachą, a skóra po przyjeździe do Polski i pierwszym deszczu- pofarbowaną szmatą. W fabrykach macie gwarancję oraz certyfikat i oczywiście możecie się targować, jednak ceny zaczynają się często od 1000euro, więc nawet jak utargujecie 50%, to za 2 tysiące u nas też kupicie piękną skórę czy pierścionek. Turcja jest rajem podróbek, jest to rozpowszechnione do tego stopnia, że jednym z warunków przystąpienia Turcji do UE jest zakończenie produkcji podrabianych towarów.  Dlaczego? nie są to spodnie czy torebki z napisem Adldas, czy Nikeeee, jak u nas w chińskich sklepach. Tu podróbki są często lepsze od oryginału. Perfumy, torebki, portfele, paski, skórzane z nadrukiem wszystkich firm, od Adidasa po Gorgio Armani na Versace kończąc. To samo tyczy się dżinsów,  Turcy są do tego stopnia wprawieni, że jeżeli spodobają Wam się jedna dżinsy, ale chcielibyście mieć na nich inną firmę, to po 5 minutach będziecie mieli wymarzony towar, są na prawdę sprytni w tej robocie. Idąc na spacer, będziecie powszechnie zaczepiani przez kupców, jeżeli nie jesteście zainteresowani wystarczy powiedzieć "No, thanks" z uśmiechem i przejść dalej, a nikt Was na pewno nie zwymyśla. Zakupy w Turcji to na prawdę przyjemność i zabawa, jeżeli stosuje się opisane dziś zasady. Zatem życzymy Wam powodzenia w targowaniu

czwartek, 4 sierpnia 2011

Kto jeździ do Turcji?...


Najpopularniejszym miejscem wypoczynku,  wybieranym przez turystów z całego świata, jest  oczywiście Riwiera Turecka oraz jej nie pisana stolica- Alanya. Dlatego jeżeli szukacie spokoju, radzimy wybrać mniejsze miasto niedaleko Alanyi np. Konakli (ok. 12km od Alanyi), które w pełni zagwarantuje Wam dobry komfort wypoczynku oraz udane zakupy, zaoszczędzając przy okazji tłoku i zgiełku. Kogo możemy spotkać w Turcji??? Bezapelacyjnie, na pierwszym miejscu Rosjan…na pewno wielu  z Was to zasmuci. Język rosyjski słychać tu wszędzie, a Turcy porozumiewają się nim tak dobrze jak tureckim. Denerwujące może być również to, że wielu Turków słysząc rozmowy Polaków, krzyczy na ulicy: „spasiba!” zapraszając na zakupy do swojego sklepu, mylą po prostu nasz piękny polski język z rosyjskim. Dodatkowo tablice informacyjne napisane są przeważnie w trzech językach: angielskim, niemieckim oraz rosyjskim, a na sklepach często widnieją tylko napisy angielskie oraz rosyjskie. Turcy świetnie rozumieją rosyjski też z innego powodu, za pewne mniej chlubnego dla rosyjskich kobiet. Z własnych obserwacji możemy potwierdzić, że gdy Turek podchodzi na plaży do turystki (nie Rosjanki) i zaczyna rozmowę, kobieta szybko daje do zrozumienia, że nie jest zainteresowana znajomością i ignoruje zalotnika. Jeżeli zacznie rozmowę z turystką rosyjską, w niedługim czasie otrzyma kartkę z numerem telefonu lub nazwą hotelu i numerem pokoju…wieczorem na mieście często można zauważyć rosyjskie kobiety z tureckimi kelnerami czy „boyami hotelowymi”. Warto tutaj przestrzec, że Turcja nie jest dobrym krajem na wakacje samotnych kobiet.  Wracając do grup narodowościowych, z dumą możemy przyznać, że drugą siłą, pod względem ilości turystów, są Polacy. Polaków jest tu bardzo wielu, na pewno też ze względu na ostatnie wydarzenia w Egipcie i Tunezji. Dzięki dużej frekwencji możemy spotkać tu polsko-tureckie lokalne biura podróży oraz Turków, którzy kiedyś handlowali na stadionie w Warszawie, stąd też świetnie władających naszym językiem. Polska kojarzy im się również z Sobieskim (jeżeli chcecie wiedzieć dlaczego zajrzyjcie w etykietę historia). Silną grupą turystyczną są również Niemcy, należy pamiętać, że są oni krajem, który zajmuje pierwsze miejsce pod względem generowania międzynarodowego ruchu turystycznego, zapewne ze względu na brak ZUS-u w ich kraju, a co się z tym wiąże godne emerytury. Można by się więc  zaśmiać, że historia nie przerwanie krzyżuje nasze narody, nawet na wakacjach najwięcej: Rosjan, Polaków i Niemców. Na kolejnej pozycji można by skrótowo powiedzieć „ i inni”, czyli Czesi, Słowacy, Węgrzy…           

środa, 3 sierpnia 2011

Napiwki...

Napiwki:), któż ich nie lubi dostawać? W tureckiej kulturze, dawanie napiwków jest o wiele bardziej rozpowszechnione niż w Polsce, gdyż  zapisane jest to w ich tradycji. Przede wszystkim wynika to z niskich zarobków, ponieważ tureccy szefowie wychodzą z założenia, że np. kierowca musi być tak miły i uprzejmy dla pasażerów, zanieść im bagaże pod sam hotel, a pokojówka musi zrobić piękne cuda z ręczników i kwiatów, by ludzie z chęcią dawali im napiwki. Stąd też Turcy potrafią potroić swoje pensje- należy pamiętać, że w Turcji w branżach turystycznych, pracuje się 7 dni w tygodniu przez cały sezon...a trwa on jednak nieco dłużej niż u nas, bo aż 10 miesięcy. Dlatego w każdym autokarze, obok kierowcy, znajduje się puszka z napisem "tips", do której należy wrzucić napiwek, kiedy podróż dobiegnie końca. W przypadku pokojówki wystarczy zostawić niespodziankę na łóżku. Ile dawać??? Tak jak pisaliśmy napiwki są tak zakorzenione, że nie raz możecie spotkać się  po prostu z doliczeniem go do rachunku- wtedy przyjmuje się umowne 10% wartości zamówienia. Jeżeli jest inaczej to zależy od Was, każdy daje ile uważa. Należy jednak pamiętać, żeby nie dać śmiesznej kwoty np. 50 kuruszy... Jeżeli macie liry, to minimalny napiwek wynosi 5 lirów, jeżeli co drugi dzień zostawicie pokojówce na poduszce taki banknocik, to na pewno będzie się  starać jeszcze bardziej.  W dolarach, można wręczyć np. 4 razy po dolarze, jeżeli chodzi jednak o euro, to należy pamiętać, że większość tureckich kantorów nie wymienia bilonu, więc jeżeli wręczycie np. 4 euro, może się okazać, że Turek nic z tym nie zrobi, a jak pójdzie do sklepu dla turystów, gdzie przyjmuje się euro, to inny Turek, za wymianę pobierze prowizję, więc mija się to z celem. Jesteśmy turystami, gośćmi w pięknym kraju, nie chodzi o to, by wydawać miliony, ale pamiętajcie o kelnerach, barmanach, kierowcach, pokojówkach, recepcjonistach czy 'boy-u hotelowym", który zaniesie Wam bagaże, napiwek sprawi im wielką przyjemność, tym bardziej, że pracują bardzo ciężko,a wynagrodzenie nie jest zbyt korzystne. W tureckiej kulturze jest również powszechne, że mężczyzna może pracować tak długo, aż padnie. Ma on bowiem zapewnić jak najlepszy byt swojej żonie i dzieciom, stąd będziecie widzieli codziennie te same twarze obsługi, małym gestem możecie okazać szacunek ich ciężkiej pracy w tak wysokiej temperaturze. 

wtorek, 2 sierpnia 2011

Meczety...


Wybierając się do Turcji, należy pamiętać,że jest to kraj, w której dominującą religią jest islam. Religia ta zobowiązuje do pewnych zachowań, tyczy się to zarówno kobiet jak i mężczyzn. Turcja jest jednak krajem świeckim, więc nie należy się obawiać ortodoksyjnych posunięć ze strony mieszkańców, jak w Iraku czy Iranie. Należy jednak szanować i stosować się do panujących tutaj zasad. Oczywiście "egzotyczne" dla nas- turystów, są piękne tureckie meczety, z których pięć razy dziennie słychać z głośników donośne nawoływania do modlitwy. Może to być uciążliwe, szczególnie dla turystów, których hotel znajdował się będzie w okolicy takiego meczetu, gdyż pierwsze nawoływania zaczynają się jeszcze przed wschodem słońca.
Charakterystyczne w każdym meczecie jest zwieńczenie piękną kopułą i otoczenie wysokimi wieżami- minaretami. Przez swoją drogę, zarówno podczas transferu z lotniska, jak i w trakcie wycieczek fakultatywnych, zauważycie różnej wielkości meczety, z różną ilością wież. Ilość wież świadczy o zamożności miasta, a szczegółowiej jego mieszkańców, którzy przychodzą na modlitwę i zostawiają "co łaskę", więc im więcej wież, tym lepiej. Najwięcej minaretów, wśród tureckich meczetów- bo aż sześć, ma "Błękitny Meczet" w Istambule. Wiąże się z tym pewna legenda. Meczet został wzniesiony na polecenie sułtana Ahmeda, który opisując architektowi jakie mają być minarety, miał użyć słowa "altın" oznaczające coś złotego, zaś architekt- Sedefkar, przypadkiem bądź specjalnie, miał uznać, że sułtanowi nie może chodzić o niepraktyczne wieże ze szczerego złota i zrozumiał to słowo jako "altı", czyli "sześć". Sułtan po przyjeździe do miasta w celu podziwiania swojego największego dzieła doznał szoku widząc z daleka sześć minaretów, był to bowiem wielki problem.  Sześć minaretów miał tylko meczet w Mekce i żaden inny nie mógł wznieść takiej ilości wież. Co zrobił sułtan? zapłacił za siódmy minaret w Mekce, dzięki czemu meczet w Mekce znów stał się najważniejszy i jedyny z siedmioma minaretami. Nieznane są losy architekta Sedefkara, jednak na pewno nie chcielibyśmy podzielić jego losu. Oczywiście meczety są dla Turków miejscem świętym. Jeżeli chcecie zrobić sobie na jego tle zdjęcie, to nie powinno być problemu, jednak nie fotografujcie Turków myjących się przed wejściem do świątyni. Jeżeli chcecie wejść do środka musicie przestrzegać kilku zasad:
-Meczety należy zwiedzać tylko i wyłącznie poza godzinami modłów- jeżeli zaczynają się nawoływania oznacza to,że nie jest to dla nas najlepszy moment.
-Przed meczetem należy ściągnąć obuwie,  trzeba mieć ubrane długie spodnie i zakryte ramiona, a kobiety dodatkowo muszą mieć zakryte włosy.
-Należy też zwrócić uwagę na wejście, gdyż niektóre meczety posiadają osobne wejścia są dla kobiet i  osobne dla mężczyzn.
Po za tym wchodząc do meczetu pamiętajmy, jak byśmy zareagowali gdybyśmy to my zobaczyli grupkę muzułmanów w naszym kościele i czego byśmy od nich oczekiwali...wymagajmy tego również od siebie i szanujmy ich miejsce kultu religijnego, a nie będzie żadnych problemów.  

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Jazda po turecku...


Po wylądowaniu na pięknej ziemi tureckiej, zacznie się transfer gości do wybranych hoteli. W tym momencie zacznie się obcowanie z turecką kulturą jazdy, która różni się znacznie od naszej. W krajach arabskich kierowcy mają specyficzny sposób kierowania pojazdami.  W Turcji, na nasze nieszczęście, najgorszych kierowców możemy spotkać na Riwierze Tureckiej- są to oficjalne wyniki tureckich badań. Może wynika to z tego, że Turek, aby stracił prawo jazdy musi zebrać…100 pkt. karnych, więc jak sami widzicie ma spory limit  w porównaniu do nas. Po za tym, nie jest tak trudno zdać egzamin na prawo jazdy jak u nas. Jeden Turek opowiadał, że oczywiście zdał za pierwszym razem, najpierw teorię, a na egzaminie praktycznym egzaminator stwierdził, że jeżeli zdał teorię, to ma teraz to wszystko zapomnieć, a praktykę zaliczy jak go bezpiecznie przewiezie przez wyznaczoną trasę, bez stłuczki. Przewiózł i zdał…Ogólna zasada panująca na drodze- „kto pierwszy ten lepszy”, oraz „trąb ile wlezie”. Jeżeli ktoś stoi na pomarańczowym świetle, to robi się taki hałas, jakby u nas zgasł komuś silnik na środku ronda w godzinach szczytu. Wyprzedanie „na trzeciego” czy jazda na czerwonym świetle to normalka.  Na jezdni rzadko kiedy można dojrzeć pasy, więc na dwu pasmowej drodze potrafią jechać trzy samochody obok siebie. Dziwny przepis z rondem- samochód, który wjechał na rodno, musi przepuścić inne samochody, które czekają na wjazd., czyli odwrotnie jak u nas. Po za tym samochód ma zawsze pierwszeństwo- nigdy pieszy. Próżno szukać „zebry” i przejścia ze światłami, a jak takie znajdziecie, to uważajcie, bo możecie mieć zielone światło i może Was coś potracić- co spotkało naszą rezydentkę. Tureckie skutery, nie różniące się niczym od naszych, są trzyosobowe- nie wiemy czy tak się przyjęło, czy prawo na to pozwala, ale zaobserwujecie np. rodziców z małym dzieckiem pośrodku, albo trzech nastolatków na jednym skuterze. Nie istnieje coś takiego jak kask, a na ścigaczu jeden Turek śmignął nam w samych dżinsach. Co na policja?…Ogólnie wypadków jest sporo. Jeden z naszych kierowców został przetarty przez busa, który uciekł z miejsca zdarzenia, przy okazji nasz kierowca tak zahamował, że rezydentka wpadła na przednią szybę. Kierowca w pierwszej kolejności klął na to, że na szybie zrobił mu się pokaźni pajączek, a potem pytał, czy rezydentka czuje się dobrze. Okazało się, że stracił również lusterko, ale ktoś z pasażerów zdążył spisać numery uciekającego sprawcy. Policja , przez telefon, stwierdziła, że nic się nie stało, że jak to tylko lusterko to niech sobie nasz kierowca da spokój, że na pewno nie znajdą sprawcy, że numery rejestracyjne to nie wszystko, a jak w ogóle coś chce to ma podjechać autokarem na komendę. Sami, więc widzicie, dlaczego tureccy kierowcy czują się tu raczej bezkarnie. Podczas jednego z naszych  wieczornych spacerów, chcieliśmy przejść prze ulicę, gdzie znajdowało się małe rondo.  Ponieważ z góry jechał dość rozpędzony samochód, zatrzymaliśmy się na środku, kierowca jednak był na tyle miły, że nasz przepuścił- zamiast na rondo, wjechał na chodnik przejechał z 200metrów chodnikiem, następnie przez „kocie łby” na deptak, potrąbił na spacerujących tam  turystów i tak dostał się na drugą stronę ulicy…Także stanowczo odradzamy Wam wypożyczanie samochodów w Turcji, po co robić sobie problemy podczas miłego wypoczynku. Jedynym pocieszeniem może być to, że autokary z turystami są traktowane jako pojazdy uprzywilejowane, więc w razie korków, są w miarę przepuszczane.